Podczas naszych poprzednich narciarskich wyjazdów na Słowację zawsze braliśmy pod uwagę Chopok. Jednak coś decydowało, że lądowaliśmy gdzie indziej. Tym razem, już z pewną determinacją postanowiliśmy odkryć dla nas to miejsce. Wypróbowanym w bojach kwartetem ruszyliśmy w góry.
(niedziela, 03 luty) Zima w tym roku nas nie rozpieszczała. Czy aby pojeździmy na nartach? Z pewnym niepokojem o pogodę wyruszyliśmy rankiem zdobywać Chopok. Podróż nie rozpoczęła się jednak pomyślnie. Na dzień dobry zaliczyliśmy mandacik i 6 punktów. Bolesne! Przez całą podróż pogoda rekompensowała nam jednak niefortunny początek. Było przepięknie, słońce, słońce... Około 18 dotarliśmy na miejsce - Demanowa. Wreszcie mogliśmy ujrzeć to co wykilikaliśmy w internecie. Dziewczyny, przed wyjazdem, miały nam za złe, że trochę przyoszczędziliśmy na kwaterze. Ale teraz się okazało, że wszystko jest super! Przestronne pokoje, z łazienkami, czysto i bardzo gorąco! Na miejscu można zamówić śniadania i obiady oraz co najważniejsze wychylić coś mocniejszego.
Wieczorem przetestowaliśmy możliwości kulinarne restauracyjki w pensjonacie Maria. Gastronomia pierwsza klasa! Chyba nie będziemy eksperymentować i przetestujemy całe menu. Wygląda i smakuje wybornie. Krótka lista dań, ale akurat wystarczy na cały nasz pobyt.
(poniedziałek, 04 luty) Czas na narty! Ale nie dla wszystkich tym razem, E.C. ma w tym roku przerwę w narciarskim życiorysie. Szybkie śniadanie i we trójkę (Czejen, Ewelka i ja) ruszyliśmy dziarskim krokiem, żeby autobusem dostać się na stok. ZONK! Nie tak szybko, okazało się, że nie ma z Demanowej żadnych autobusów w tym kierunku. Trzeba się najpierw dostać samochodem na parking, a stamtąd dopiero skibusem pod stok. Poprosiliśmy zatem ładnie Ewę i mieliśmy już transport. Z wypożyczeniem sprzętu nie mieliśmy żadnych problemów, poszło sprawnie. Trochę się rozczarowaliśmy masą ludzi przy dolnej stacji, ale cóż robić? Pozostaje tylko cierpliwie czekać. Pierwszy zjazd i już wiedzieliśmy, że było warto! Fajne, szerokie stoki, niezbyt trudne. Po prostu super zabawa.
(wtorek, 05 luty) Pogoda zapowiada się wspaniale. E.C. zdecydowała się, że będzie nam towarzyszyć w charakterze reporterki. Czejen zaplanował, że zdobędzie sam szczyt i przeprawi się na drugą stronę góry (Chopok Juh). My chcieliśmy pojeździć po tych trasach po których jeszcze nie jeździliśmy. A pogoda była naprawdę cudowna, dzieliliśmy rozkosz z jazdy z chwilami odpoczynku na słońcu. Wszystkim udało się zrealizować swoje zamierzenia. To był udany dzień.
(środa, 06 luty) Nie pojeździliśmy zbyt dużo. Koszmarna pogoda, silny wiatr, deszcz. Nie działały prawie wszystkie krzesełka. Trasy zjeżdżone, mokry śnieg. Tuż po południu postanowiliśmy zrobić zjazd na kwaterę.
(czwartek, 07 luty) Żeby było bardziej turystycznie, dzisiaj postanowiliśmy zjeździć stoki na Certovicy. To około 50 kilometrów od Liptovskiego Mikulasza. Tu na pierwszy rzut oka trochę więcej śniegu. Tylko bardzo silny wiatr. Pierwszy wjazd orczykiem na sam szczyt i rozczarowanie. Całkowity brak oznaczenia tras. Nie wiadomo gdzie jechać. Kłopotliwe zwłaszcza przy pierwszych przejazdach. Ja z Ewą postanowiliśmy po prostu pojechać za kimś. I tak się niefortunnie stało, że wjechaliśmy na fragment na którym nie chcieliśmy wcale jeździć. Dosyć ostra ścianka, oblodzona jak jasna cholera. Ciężko było, ale jakoś poszło. Postanowiliśmy jeździć wszędzie tylko nie tam. Wrażenia po całym dniu były jednak dosyć pozytywne. Najeździliśmy się. I tylko brak wystarczającej ilości śniegu sprawił, że trasy nie były dobrze przygotowane.
(piątek, 08 luty) Na zakończenie narciarskich przygód zostawiliśmy sobie Chopok Juh. Było sporo śniegu, ale warunki nie były łatwe. Dużo wylodzonych fragmentów na stokach. Do tego jeszcze archaiczne krzesełko, które więcej stało niż jeździło i wypożyczone narty, które wcale nas nie słuchały. To nie był najlepszy dzień.
(sobota, 09 luty) Wracamy! Ogólnie wyjazd udany, zwłaszcza pod względem kulinarnym. Szkoda tylko, że śniegowo nie było najlepiej. Można szczerze polecić miejsca, które poznaliśmy:
No flash player!
It looks like you don't have flash player installed. Click here to go to Macromedia download page.
|
Komentarze