... czyli parę słów o naszym pobycie i nurkowaniach w okolicach Marsa Alam.
Tym razem obraliśmy kurs na południe Egiptu. Przed nami był czterogodzinny lot z Warszawy do Hurghady a następnie ponad dwugodzinna podróż samochodem do Marsa Alam. A z nami, ciekawość nowego miejsca i nadzieja, poparta opowieściami naszych przyjaciół, że pod wodą będziemy mogli zobaczyć coś wielkiego: żółwie, napoleony, rekiny, delfiny i oczywiście dugong'a. Z tym ostatnim, Ewa się po prostu umówiła przed wyjazdem i była całkowicie spokojna oto spotkanie! (proste, prawda?!)
Hotel Badawia stał się naszym domem na najbliższy tydzień a raczej kryptą, bo zamieszkaliśmy w przytulnej krypcie z półokrągłym sufitem z czerwonej cegły. Jak tylko to sklepienie zobaczyłem już wiedziałem, że spojrzenie na nie w stanie wskazującym ... spowoduje reakcję zwrotną. I wcale nie musiałem długo czekać żeby moje słowa stały się proroczymi. No bo jakże inaczej mogło się zakończyć spotkanie z naszymi przyjaciółmi.
Poranek był bardzo męczący. Całe szczęście, że baza 3will, z którą mieliśmy nurkować, była o kilka kroków od naszego pokoju. Nogi nie chciały mnie nosić! Miałem nadzieję, że czas i woda uleczy sponiewierane ciało...
... tak się właśnie rozpoczął mój pobyt w Marsa - WIELKIM KACEM!
Reszta pobytu upłynęła już trochę spokojniej, choć nadal w duchu tak dobrze rozpoczętej imprezy. No bo jak by mogło być inaczej w tak doborowym towarzystwie: Chochor, Junior, Tadeusz, Milosz, nasi nowo poznani przyjaciele z Łomży (Agata i Paweł) i autorka wspaniałych podwodnych zdjęć Irena.
Galeria zdjęć Ireny Stangierskiej
No flash player!
It looks like you don't have flash player installed. Click here to go to Macromedia download page.
A teraz parę słów o nurkowaniach, bo przecież to głównie dlatego się znaleźliśmy w Marsa. Większość nurkowań robiliśmy z brzegu. Wejścia do wody dosyć łatwe i nie sprawiające kłopotów. Pod wodą było natomiast różnie. Czasem ze względu na silne falowanie i prądy woda była zmącona i widoczność dosyć kiepska. Jednak kilka miejsc zapadło w mojej pamięci i na pewno przy kolejnej sposobności chętnie tam zanurkuję.
- Abu Dabab
Podwodna łączka na której regularnie pasie się dugong i trudne do policzenia olbrzymie żółwie. Łączka jest sporych rozmiarów, dlatego też trzeba odrobiny szczęścia żeby na dugonga się natknąć, są tacy, którzy nurkowali tu już wielokrotnie i tego szczęścia nie mieli. Z nami było jednak inaczej (jak wspominałem na samym początku, Ewa z dugongiem była umówiona), po kilkudziesięciu minutach poszukiwań natknęliśmy się na morską krowę.
Po lewej stronie laguny jest też bardzo sympatyczna i kolorowa rafa. Można zobaczyć małe żółwie, skrzydlice, płaszczki. Polecam!
- Abu Dabour
Moje ulubione miejsce nurkowe!!! Nurkowanie rozpoczyna się w oporęczowanym tunelu i przebiega przez magiczną koralową komnatę. To nurkowanie podczas którego na pewno nie będziesz się nudził. Można spotkać ciekawe ryby, ponoć trafiają się nawet rekiny. My podziwialiśmy rodzinę chyba zmutowanych soli, bo tak dużych jeszcze nigdzie w Morzu Czerwonym nie spotkałem.
Marsa Alam to też bardzo dobra baza wypadowa na wyprawy nurkowe z łodzi. My planowaliśmy wyprawę na zatopiony prom Salem Express oraz na Elphinstone i na Samadai. Niestety nie tym razem! Za to mieliśmy okazję zanurkować w dwóch bardzo uroczych miejscach:
- Shaab Marsa
Bardzo fajna rafa w kształcie podkowy. Od północno-wschodniej strony są silne prądy, więc idealne miejsce do zasmakowania w nurkowaniach dryfowych. Wewnątrz podkowy natomiast anielski spokój. A tam na dnie pośród niezliczonej ilości szarych płaszczek leży wrak spalonej łodzi. Nurkowanie niezbyt głębokie do około 15 metrów. Polecam też gorąco spenetrowanie dwóch maleńkich jaskiń.
- Shaab Sharm
Choć to bardzo oddalone miejsce nurkowe, warto się tam wybrać. Shaab Sharm to wyrastająca z głębi dna morskiego rafa. Najpierw zrobiliśmy nurkowanie dryfowe wzdłuż północnej ściany rafy. A wszystko na leniucha, bo prądy z tej strony są bardzo silne. Zbocza rafy przemykają jak krajobraz z za szyby pociągu. Można spotkać naprawdę duże napoleony, tuńczyki, barakudy i ... rekiny! Podczas naszego nurka Ewa zarzekała się, że widziała w głębi dwa rekiny. Eee! Nikt nie chciał wierzyć. Ale już podczas naszego drugiego nurkowania, nad pięknym, kolorowym plateau, przekonaliśmy się, że to może nie były tylko wytwory sponiewieranego azotem umysłu. Z wielkiego bezkresu wypłynął na nas w pewnym momencie rekin rafowy (white tip shark). Niesamowite przeżycie! Wszak to mój pierwszy rekin w życiu!
Ponieważ to było nasze ostatnie nurkowanie podczas tego wyjazdu, trudno o lepsze zwieńczenie całości.
Już podczas drogi powrotnej do domu zacząłem rozliczać w myślach naszą początkową nadzieję na coś WIELKIEGO. Czy coś wielkiego nam się przytrafiło w Marsa Alam? Pomijam mojego kaca, choć to było rzeczywiście mega wielkie przeżycie! Już teraz wiem, że nadzieje były spełnione. Wiem, że na spotkanie z dużym zwierzem warto się wybrać do Marsa. Były przecież duże mureny, płaszczki, tuńczyki, napoleony, był wielki dugong, były pokaźnych rozmiarów żółwie (w dużych ilościach) no i przede wszystkim był mój WIELKI PIERWSZY REKIN.
Google Map Newer news items:
|
Komentarze