Ostatnio komentowane
| Wakacje na Synaju - Dahab |
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| Wtorek, 04 Wrzesień 2007 00:00 |
|
Niespodziewanie, trochę wcześniej niż planowaliśmy nadszedł czas urlopu. Pod wpływem opowieści naszych przyjaciół, głównie Chochora, celem będzie mekka nurków na Morzu Czerwonym - Dahab. A w planach kurs AOWD i nurkowanie, nurkowanie, nurkowanie... W przedpokoju stoją nasze bagaże, spakowany sprzęt do nurkowania, ostatnie sprawdzenie czy wszystko mamy ze sobą i w drogę! Wylot z Okęcia o godzinie jedenastej. Na lotnisku, jak to na lotnisku, zaopatrujemy się w niezbędny zapas 'rudej'. Przez dwa tygodnie trzeba coś przecież pić, a zwłaczcza nurek - pić musi. Potem start, leniwie płynie czas w powietrzu, aż tu nagle w okolicach Turcji, dociera do mnie niepokojąca myśl! Przy przepakowywaniu się zapomniałem o naszych certyfikatach nurkowych. I tak się właśnie zaczyna przygoda w Dahab na półwyspie Synaj. Egipt przywitał nas tym co lubimy najbardziej - upałem! Na lotnisku w Sharm poraz pierwszy poznaliśmy tych z którymi przyjdzie nam nurkować i spędzać miłe chwile po nurkowaniach. Z Sharm do Dahab jest około 100 kilometrów, więc przed nami jakieś półtorej godziny jazdy busem. W drodze dowiedzieliśmy się, że Junior, nasz instruktor z którym mieliśmy robić kurs, jest obecnie na szkoleniu w Sharm i wróci dopiero za kilka dni. Zatem czeka nas mała korekta planów, ale luzik, przecież mamy dużo czasu. Pierwsze dni w Dahab to słodkie lenistwo. Jednak trzeciego dnia w oczekiwaniu na Juniora, zdecydowaliśmy się zobaczyć wschód słońca na Górze Synaj. Nocne wejście na górę poszło nam nadspodziewanie dobrze. Gorzej było tam, na górze... zimno... brr. Nawet derki niewiele pomagały, choć bez nich byłoby tragicznie. Ale warto było! Wschód słońca był urzekający. Kiedy egipska 'żarówka' zaświeciła się na dobre, pozostało tylko zejść z tej górki. Zejść to dobre określenie, o mało nie zeszliśmy z tego świata. Kamienne schody wykute w skale, prowadzące do Klasztoru Świętej Katarzyny, ciągnęły się w nieskończoność. Na dole byliśmy już tak zrypani, że nie mieliśmy już nawet siły na zwiedzanie klasztoru. To będzie punkt programu przy następnej wizycie w Dahab. Po powrocie do hotelu okazało się, że jest już Junior! Zatem przygodę nurkową czas zacząć. Kurs AOWD rozpoczęliśmy następnego dnia. Wrażenia? Niesamowite! Pierwsze nurkowanie w Canyon i nurkowanie nocne zapamiętamy chyba do końca życia. To był naprawdę dobrze wykorzystany czas, który przybliżył nas do wielkiego nurkowania. Przy tej okazji ogromne podziękowania dla Juniora, za cierpliwość i sposób prowadzenia kursu - pełen profesjonalizm. Jakby ktoś, kiedyś chciał spróbować nurkowania, szczerze polecam Juniora. Po dwóch dniach i pomyślnych testach, nadszedł czas na UROCZYSTĄ CERTYFIKACJĘ. Certyfikacja trwała prawie do rana, a głowa - głowa gdzieś się zawieruszyła na następne dwa dni. Nadeszła wreszcie pora na pokazanie czego nauczyliśmy się podczas kursu i poznanie miejsc nurkowych, o których nasłuchaliśmy się w przeszłości. Zaczęliśmy nurkowania z Moo. To był po prostu FUN! Bells, Blue Hole, Canyon, Corall Garden, Three Pools. Wspaniałe rafy, spotkania z mieszkańcami głębin, szczególnie ekscytujące były te z żółwiami. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie upływający czas. Widzieliśmy, że nie uda nam się wszystkiego zobaczyć, zanurkować we wszystkich miejscach. Ale może to i lepiej. Trzeba sobie coś zostawić na później, bo przecież tu jeszcze wrócimy! I tak doczekaliśmy się dnia wyjazdu. Szkoda wracać! Zwłaszcza, że w Polsce jakieś makabrycznie niskie temperatury i pogoda do bani. Ostatnie pożegnania w Planecie. Junior nie chce się jeszcze pożegnać i jedzie z nami na lotnisko do Sharm. W czasie drogi mamy krótki, ale za to bardzo intensywny kurs blendingu. Potem lotnisko w Sharm, wspomnienia i plany na przyszłość...
No flash player!It looks like you don't have flash player installed. Click here to go to Macromedia download page. Newer news items:
|


Komentarze